Zacznę wątek od świeżego doświadczenia. Na początek coś o hamulcu tylnym.
W tym sezonie od jakiegoś czasu przestałem ufać hamulcom w mojej OSL-ce. W pamięci miałem jeszcze całkiem udane zeszłoroczne górskie wojaże z ostrymi dohamowaniami, czy awaryjne hamowania z piskiem tylnej opony, gdy jakiś dziadek w kapeluszu wyskoczył samochodem wprost przede mnie ... ale ostatnio miałem wrażenie, że muszę zostawiać coraz większe odległości od poprzedzającego pojazdu, bo pomimo ciśnięcia na hamulce było wrażenie raczej zwalniania niż bezpiecznego szybkiego wytracania prędkości. Coś nie grało albo z moją pamięcią albo z hamulcami. Dociągnąłem nieco "motylki" na cięgnach i jakby trochę pomogło. Przyjrzałem się bliżej i przyszło olśnienie - dźwignia hamulca nożnego zaczęła się poprostu opierać o kapę sprzęgłową! Podregulowałem i mam znowu ostry ale dobrze dawkowalny i przewidywalny hamulec tylny. Powróciło poczucie, że w razie czego wyhamuję.
To rozwiązanie dźwigienki hamulcowej w pobliżu kapy sprzęgłowej jest moim zdaniem niezbyt trafione. Przy regulacji naturalnie dąży się do tego, aby pozycja dźwigienki była zbliżona jak najbardziej do kąta prostego w stosunku do cięgna, jednak jak widać trzeba ją na wielowpuście przesunąć znacząco do tyłu aby uniknąć ryzyka wspomnianej kolizji. Co pogarsza geometrię układu i siły działania. Co o tym sądzicie?
Cześć, dlatego w celach 'praktycznych - uzytkowych' - dźwigienki przy hamulcu nożnym były na ogół - ' wyginane w pionie na zewnatrz', żeby 'nie kolidowaly' z kapa sprzęgłową...
Trafiłem też na 'dospawane rurki' do oryginalnej poprzeczki / prowadnicy osi dźwigni, itp. 'modyfikacje'...
Wracając na chwilę do regulacji nożnego hamulca "dużych OSL" to niestety pomimo dosyć drobnego wielowypustu różnica kątowa pomiędzy kolejnymi ustawieniami jest tak duża, że pedał hamulca (długa dźwignia) jest albo za wysoko, albo za nisko, z tym, że akceptowalna jest tylko ta "za wysoko". Co z tego, że jest precyzyjnie regulowany śrubowy odbój krótkiej dźwigienki. A jeśli chodzi o regulację przy samym bębnie to zmniejszanie martwego ruchu szczęk (aby nie podpierało przedniej dźwigienki do kapy sprzęgłowej) szybko powoduje lekkie obcieranie o bęben. A okładziny z tyłu już raczej dotarte są, bo wymienione wiele lat temu i mają wiele tysięcy przebiegu. Wniosek: Margines błędu w regulacji jest niewielki a zużycie okładzin trzeba szybko korygować.
A teraz coś o przednim hamulcu. Jak już kiedyś pisałem wciąż pracuje on u mnie na oryginalnych okładzinach Jurid. Są to dosyć twarde jak na dzisiejsze czasy okładziny, projektowane przed wojną prawdopodobnie pod kątem długowieczności kosztem ich skuteczności. No, chyba, że przez te 80 lat materiał stwardniał i stąd stracił na własnościach (choć nie przypuszczam). Tak, czy siak postanowiłem, że żywot tych okładzin w moich hamulcach dobiegł końca. Zdam relację jakie są odczucia po wymianie okładzin.
Na razie rozważam okładziny polskiej produkcji z lat 80-tych (mam taki zapas, nie rzemieślnicze) do tradycyjnego zanitowania. Albo oklejenie w Makland lub innej tego typu firmie współczesnymi miękkimi, ale skutecznymi okładzinami. Te polskie 30-40-to letnie okładziny rozważam tylko dlatego, że całkiem nieźle spisują się w tylnym hamulcu, no i można zachować "koszerną" enesową technologię nitowania. Zbyt "ostrych" okładzin też chciałbym uniknąć bo przednia piasta z bębnem hamulcowym to w dzisiejszych czasach skarb i musi jak najdłużej posłużyć Jakieś sugestie? Co Wy stosujecie i z jakim skutkiem?
Skuteczność hamowania przednim hamulcem mogły by też poprawić inne długości dźwigni, choćby tych na kierownicy jak kiedyś opisywał Enesiak, ale na razie wolałbym uniknąć ingerencji w oryginalny wygląd motocykla. Układ szczęk współbieżnych z podwójnymi rozpierakami z oczywistych przyczyn wykluczam.
Czesc, calkiem to jest 'na odwyrtke', bo tzw. 'szczeki wspolbiezne', obracajace sie na osi - w 'kierunku obrotow bebna', sa do bebna niejako 'przyciagane'
'silami obrotow bebna' i powoduja zwiekszenie sily hamowania...
Natomiast szczeki 'przeciwbiezne' - sa od powierzchni bebnow niejako 'odpychane' - stad stosuje sie juz 'od przedwojny ['Mis'] - przesuniecie osi rozpierakow / 'rozpieranie mimosrodowe' - zwiekszajace sile hamowania o 15/20 %, a nawet wiecej...
Moze tak : szczeka 'wspolbiezna' - to ta, ktora wykonuje minimalny ruch obrotowy na osi pokrywy bebna - zgodny z kierunkiem obrotu bebna/kola w czasie jazdy i ta szczeka jest do powierzchni bebna niejako 'przyciagana obrotami bebna';
- szczeka 'przeciwbiezna' - to ta, ktora na osi obrotu wykonuje krotki ruch 'obrotowy' - przeciwny do obrotow bebna / kola, dlatego jest wlasnie od bebna 'odpychana' jego obrotami i zeby zwiekszyc jej sile hamowania - stosuje sie rozpierak 'mimosrodowy' juz od 'dawien - dawna'...
Bardzo latwo 'zdiagnozowac' zle zalozone/ zle dopasowane do bebna szczeki na tarczy kotwicznej : przyhamowac recznym hamulcem na postoju, przy odpychaniu sie nogami od podloza / najlepiej rownego asfaltu / betonu.
To samo powtorzyc - cofajac motocykl i jesli kolo lepiej hamuje 'do tylu' - to trzeba szczeki zalozyc 'na odwyrtke' na tarczy kotwicznej / zamienic miejscami...
Spiker, jesli chodzi ci o jakakolwiek efektywnosc przedniego hamulca to okleil bym szczeki tymi wspolczesnymi dobrze hamujacymi okladzinami, jako ze wielkosc przedniego bebenka nie jest zbyt wielka, a wazne zebys mial jakies hamowanie. Stare okladziny nie byly wiele warte co przecwiczylem w swoich motocyklach lata temu. Zreszta moze nie byla to zawsze wada okladzin a wada samych hamulcow, ktore w Sokole 1000 byly po prostu zabojcze, przedni kompletna pomylka konstrukcyjna, Tylny o wiele za skuteczny a bebny ze staliwa o kiepskimw wspolczynniku tarcia, z kolei w Arielu podobne chyba do waszych blaszane bebenki o srednicy 7" ktore rozgrzewaly sie przy hamowaniu do tego stopnia ze lakier piecowy sie na nich smazyl. Porownanie hamowania z bebnem powojennego AJS 16/18 ktory mialem w Kasce zadziwialo skutecznoscia, tamte to byly tylko spowalniacze. Nastepny krok naprzod w skutecznosci to bebny koncerny BSA / Triumph z lat powojennych, specjalnie "polowki" o srednicy 8" robione z zeliwa, z dodatkowym zewnetrznym zebrowaniem, ciezkie ale b. sztywne i odporne na temperature hamowaly dosc skutecznie, a taki beben z hamulcem typu Duplex z przodu mial skutecznosc lepsza od hamulca tarczowego z zaciskiem z pojedynczym tlokiem stosowanym w pierwszej serii Hondy CB 250-750.
Z przedwojennych motocykli jedyne skuteczne hamulce mialy motocykle Rudge, stosujace 8 calowe bebny duzej szerokosci, cala reszta, w tym NSU nie lapala zaleznosci szybkosci jazdy od skutecznosci hamulcow i robila hamulce zbyt male, niekiedy smiesznie male jak w Arielu SF czy Brough w stosunku do ciezaru motocykla z kierowca.
Nic juz nie pisze o HD czy Indian, gdzie hamulce do V twin byly niedostateczne a takie same stosowano w modelach 4 cylindrowych.
NSU SS 500, sprzedażny / turystyczny - miał już w 1931/32r. bebny 180-190mm i szerokość szczęk 35/40mm i to przy mocy standardowej / 20 KM - dostosowane do osiąganych prędkości 130/135 km/h.
Dla mnie - całkiem niepojęte było zmniejszenie średnicy bębnów w 351/501 S-OS do 160mm i zwężenie szczęk do 25mm..? I to w tych samych latach 1932/34, co w SS - przy tym samym ciężarze motocykli..?
No ale - miały być jak 'najtansze / ludowe', to cieli koszta produkcji na wszystkim i to do tego stopnia - że nawet wersja 601 OS, 'roztrzasana' ostatnio na wszelkie sposoby - też miała te 'mikrobebny' 351/501 na wyposażeniu..?
Co więcej - następna 601, w ramie otwartej - to samo i kolejna, z 1936/37r. - także 'bebenki 160mm', chociaż już szersze /30mm okładziny.
Dopiero 601 z 1939r. - ma w pełni 'dojrzale hamulce 200mm', umożliwiające nawet bardzo szybka jazdę z wózkami bocznymi i dużym obciążeniem - sprawdziłem przez prawie 10 lat / codziennie w mieście...
Szczęki 601 WH są już aluminiowe i bardzo sztywne poprzecznie - bo mają dwie ścianki 'zewnetrzne' i do tego - potężny bęben staliwny / odlew, 'megasztywny' na przegrzewanie i deformacje - żeberko usztywniające na środku / po 'zewnetrznej' i odlane z nim 4 'klocki'.
Wielokrotnie udawało mi się nawet 'zapiszczec na suchym asfalcie' lub 'kostce' przednia opona 3.50 - 3.75, jak jakaś 'zawalidroga' wyjeżdżała mi w poprzek pasa, 20m przede mną - pisk opony na 5 - 10m jezdni najczęściej takiego 'delikwenta - paraliżował w połowie prawego pasa' i 'deptal panicznie - po hamulcach'...
Mea culpa...
Rzeczywiście jak pisze i Spiker, i enesiak Duplex to dwie szczęki współbieżne.
W książce prof. dr inż. Kazimierza Studzińskiego p.t. "Samochód, Teoria, Konstrukcja, Obliczanie" wydanej przez WKŁ w 1980 roku tak określono nazwy szczęk: " szczęką współbieżną nazywać się będzie tę szczękę, która przy wprawianiu w działanie hamulca ma ten sam kierunek obrotu dokoła punktu C (punkt podparcia szczęk), jak bęben hamulcowy przy jeździe samochodu do przodu; natomiast szczęką przeciwbieżną nazywać się będzie szczękę, która przy wprawieniu w działanie hamulca ma odwrotny kierunek obrotu dokoła punktu C w stosunku do obrotu bębna".
Dobrze jest nieraz tą wiedzę odnowić, bo przez lata człowiek sporo zapomina. Dzięki koledzy.
Cześć, zawsze mi się wydawało - że coś 4 mm' grubości ?
Ale ja o czym innym - wpadł mi w ręce dziś rozpierak szczęk od Junaka i zmierzyłem 'wykorbienie pletwy' - to różnica wynosi tylko 1mm, a 'myslolek zech'- że więcej ?
W każdym razie - szczęka 'przeciwbiezna' była rozpierana w Junakach ramieniem dłuższym tylko o 1mm, od szczęki 'wspolbieznej', czyli dość niewielka / 10% różnica dlugosci 'wykorbienia pletwy' rozpieraka szczęk i widocznie wystarczyla..?