Angliki w służbie niemieckiej.
Re: Angliki w służbie niemieckiej.
Trzymaj się i nie daj udusić, a co do angielskich moturów to WD był bardzo konserwatywny, nie chcieli motocykli szybkich ale trwałych, dolny silnik prosta konstrukcja itp. BSA M20 zrobili coś koło 120tyś Nortona 16H ponad 100tyś do tego Triumph(niestety Niemcy go rozp... bombami i produkcja stanęła na 3 miesiące) Ajs-Matchless i kilka małych spółek i robi się ładną cyfra, dla tego wojenne maszyny WD sa jeszcze stosunkowo łatwo dostępne nie za drogie i reanimacja przebiega sprawniej. Po wojnie jak amerykanie zostawiali sprzęt wszystkim za darmo bo nie opłacało się go targać z powrotem do US- chodziło też o ochronę rynków, to Anglicy konsekwentnie rozbrajali armię(sojuszników) i cały sprzęt był sprzedawany temu kto zapłacił cokolwiek lub niszczony. Rozmawiałem z weteranem 4 pułku pancernego Skorpion, chłop opowiadał że jak kazali czołgi zdać, to je umyli odmalowali, ponaprawiali, angole jak zobaczyli jak nasze czołgi wyglądają byli w szoku i z miejsca wszystkie Shermany sprzedali Portugalii, a co nie poszło zniszczyli:)
Re: Angliki w służbie niemieckiej.
Jeszcze jedno zdjęcie Nortona CS16 zdobytego pod Dunkierką i już "legalnie" zarejestrowanego w lotnictwie.
Tylko jak dotrzeć do spisu tych rejestracji w Bundesarchiv?
Paweł
Tylko jak dotrzeć do spisu tych rejestracji w Bundesarchiv?
Paweł
Pozdrawiam
Paweł
Paweł
Re: Angliki w służbie niemieckiej.
Poczytałem tu co piszecie i może dodam coś od siebie . Pierwsza rzecz to prawa autorskie do zdjęć, nikt nie może ich sobie przywłaszczyć, to ze ktoś daje zdjęcie w książce nie powoduje że ma do niego prawa bo nie wykonał go sam, ani nie kupił praw. Prawa autorskie ma autor zdjęcia, który najczęściej już wiele lat nie żyje. To tak jakbyście kupili stare wydanie jakiejś książki i uważali że macie do niej jakieś prawa, a prawa ma wyłącznie twórca i tak samo jest ze zdjęciami, nie ma twórcy, nie ma praw.
Kolejna kwestia to sytuacja w której żołnierze wracali po wojnie z zachodu na "przestarzałych motocyklach", Nikt wtedy tak tego nie widział, wielu ludzi czasami nawet nie wiedzialo jakiej marki motocyklem jedzie. Po prostu był to pojazd a każdy pojazd się liczył. Ludzie nie wiedzieli czy motocykl jest z 1935 czy 1939 jeśli nie mial dokumentów ani nie było tabliczki. Po powrocie do Polski w latach 1945-50 te motocykle były z reguły od razu rekwirowane przez wojsko, milicję itp. bo był taki głód pojazdów. Nie było wiedzy motoryzacyjnej, większość ludzi nie miała do czynienia z pojazdami silnikowymi, a ci co mieli kupowali na jakis placach handlowych szczątki pojazdów i składali z nich w całość cokolwiek byle jeżdziło . Po wojnie droższy był NSU QUICK niż duży Zundapp KS bo zundapp więcej palił i był trudniejszy w naprawie . Mój dziadek kupił w latach 60-tych belgijski motocykl Sarolea AS 350, na tym motocyklu w latach 50-tych wrócił do Polski żołnierz z zachodu. Mój dziadek wiedział tylko że motocykl się nazywa Sarolea bo taki był napis na skrzyni biegów ale nie wiedział w jakim kraju został wyprodukowany. Kolejna kwestia to temat cywilnych motocykli w wojsku . Wojsko niemieckie rekwirowało pojazdy na terenach podbitych i wcielało je najczęściej do swoich jednostek tyłowych lub policji i innych służb. Mieli spisy z wydziałów komunikacji i po prostu odbierali cywilom pojazdy wydając zaświadczenie że pojazd został zabrany. W samych Niemczech pojazdy zaczęto rekwirować niemcom po klęsce pod Moskwą w 1941 roku . Prawdą jest że często żołnierze brali swoje motocykle na front. Co do rejestracji pojazdów: Jesli widzicie gdzies zdjęcie żołnierza niemieckiego np. na polskim Sokole czy francuskich motocyklach i mają one rejestracje z tych krajów to znaczy ze zdjęcie zostało wykonane krótko po jego zdobyciu. Póżniej pojazdy były wpisywane do ewidencji jednostek i wydawano im tablice niemieckie . Sytuacja zmieniła sie pod koniec wojny kiedy już był taki bajzel że nikt się nie przejmował takimi rzeczami.
Kolejna kwestia to sytuacja w której żołnierze wracali po wojnie z zachodu na "przestarzałych motocyklach", Nikt wtedy tak tego nie widział, wielu ludzi czasami nawet nie wiedzialo jakiej marki motocyklem jedzie. Po prostu był to pojazd a każdy pojazd się liczył. Ludzie nie wiedzieli czy motocykl jest z 1935 czy 1939 jeśli nie mial dokumentów ani nie było tabliczki. Po powrocie do Polski w latach 1945-50 te motocykle były z reguły od razu rekwirowane przez wojsko, milicję itp. bo był taki głód pojazdów. Nie było wiedzy motoryzacyjnej, większość ludzi nie miała do czynienia z pojazdami silnikowymi, a ci co mieli kupowali na jakis placach handlowych szczątki pojazdów i składali z nich w całość cokolwiek byle jeżdziło . Po wojnie droższy był NSU QUICK niż duży Zundapp KS bo zundapp więcej palił i był trudniejszy w naprawie . Mój dziadek kupił w latach 60-tych belgijski motocykl Sarolea AS 350, na tym motocyklu w latach 50-tych wrócił do Polski żołnierz z zachodu. Mój dziadek wiedział tylko że motocykl się nazywa Sarolea bo taki był napis na skrzyni biegów ale nie wiedział w jakim kraju został wyprodukowany. Kolejna kwestia to temat cywilnych motocykli w wojsku . Wojsko niemieckie rekwirowało pojazdy na terenach podbitych i wcielało je najczęściej do swoich jednostek tyłowych lub policji i innych służb. Mieli spisy z wydziałów komunikacji i po prostu odbierali cywilom pojazdy wydając zaświadczenie że pojazd został zabrany. W samych Niemczech pojazdy zaczęto rekwirować niemcom po klęsce pod Moskwą w 1941 roku . Prawdą jest że często żołnierze brali swoje motocykle na front. Co do rejestracji pojazdów: Jesli widzicie gdzies zdjęcie żołnierza niemieckiego np. na polskim Sokole czy francuskich motocyklach i mają one rejestracje z tych krajów to znaczy ze zdjęcie zostało wykonane krótko po jego zdobyciu. Póżniej pojazdy były wpisywane do ewidencji jednostek i wydawano im tablice niemieckie . Sytuacja zmieniła sie pod koniec wojny kiedy już był taki bajzel że nikt się nie przejmował takimi rzeczami.